Wspomnienia

„Chorzy, matki samotne, zagrożone szczęście w rodzinie to codzienne sprawy, którymi zajmowała się Teresa”.

Początki

Teresa Strzembosz zaczęła pomagać cierpiącym ludziom jako kilkunastoletnia dziewczyna: w czasie II wojny światowej pielęgnowała wraz z rodziną rannych. Postanowiła wtedy podjąć studia medyczne, na które po wojnie zdawała uparcie siedem razy. Kiedy wreszcie została przyjęta, zrezygnowała, zgodnie z mylnym orzeczeniem lekarskim przewidując, że zostało jej zaledwie kilka miesięcy życia.

Ukończyła dwuletnie studium felczerskie i przez jakiś czas pracowała w swoim zawodzie, wobec braków w kadrze medycznej pełniąc właściwie funkcje lekarza – w szpitalu i pogotowiu ratunkowym w Otwocku. Coraz bardziej wciągała ją jednak działalność pozazawodowa, a zgodna z objawionymi wcześnie zainteresowaniami społecznymi.

Mieszkając w podwarszawskim Józefowie, Teresa Strzembosz angażowała się w działalność parafii: zbierała młodzież w grupy pomagające chorym, organizowała dni skupienia i kursy przedmałżeńskie, uczestniczyła w wykładach i konferencjach duszpasterstw warszawskich.

Stopniowo działalność duszpasterska zaczęła wysuwać się w jej życiu na pierwszy plan. Takie życiowe wybory były związane w dużym stopniu z uchwaloną w kwietniu 1956 roku ustawą legalizującą przerywanie ciąży. Teresa skoncentrowała wtedy swoje działania na sprawie ratowania zagrożonych śmiercią dzieci i rozpowszechnianiu, przez udział w organizowaniu katolickich poradni małżeńskich, naturalnych metod regulacji poczęć. W tym czasie podjęła studia medyczne, które zdecydowała się przerwać, sądząc, że ma przed sobą perspektywę rychłej śmierci. Jednocześnie gorączkowo rozwijała dalsze, pozazawodowe inicjatywy. Gdy wyszła na jaw pomyłka lekarzy, nie wróciła na studia – została zatrudniona przez Spółdzielnię Pracy „Ognisko” w Warszawie, która zajmowała się poradnictwem rodzinnym.

Duszpasterstwo Służby Zdrowia

Stało się ono szczególnie ważną formą kształtowania humanitarnej postawy jej pracowników po laicyzacji i zinstytucjonalizowaniu działań lekarzy i pielęgniarek. Pozostawione indywidualnym inicjatywom ośrodki w diecezjach Teresa Strzembosz zachęcała do współpracy w całym kraju, organizowała pielgrzymki pracowników służby zdrowia, rekolekcje, współpracowała z krajowymi duszpasterzami służby zdrowia.

W ciągu dalszych lat działalności okazało się, że duża część prac, które inspiruje duszpasterstwo służby zdrowia wiąże się z obroną poczętego życia i propagowaniem etyki chrześcijańskiej w życiu małżeńskim. Stało się to przyczyną utworzenia najpierw Podkomisji, a potem odrębnej Komisji Episkopatu Duszpasterstwa Rodzin.

Poradnictwo rodzinne

Poradnictwo rodzinne rozumiane jako pomoc, której świeccy w Kościele udzielają rodzinom we wszystkich sytuacjach konfliktowych jest w dużym stopniu wynikiem wysiłków Teresy Strzembosz, która wiele swoich prac skoncentrowała wokół zagadnień odpowiedzialnego rodzicielstwa. Mówiła: „dziecku należą się zarówno dobrzy rodzice i właściwa atmosfera rodzinna jak i konieczne warunki bytowe. Ono ma prawo do tego, by było odpowiedzialnie zaplanowane, oczekiwane i kochane (…). Rodzice katoliccy powinni mieć tyle dzieci, ile mogą dobrze i mądrze, po ludzku i po Bożemu wychować”.

Ostatnie lata życia Teresa poświęciła zorganizowaniu ogólnopolskiej sieci poradni życia rodzinnego, w ramach której mógłby się dokonywać przepływ informacji i wymiana doświadczeń instruktorek, księży, specjalistów. Chciała, aby poradnictwo dotyczące odpowiedzialnego rodzicielstwa zapewniało wiedzę na temat naturalnych metod zapobiegania ciąży i było środkiem wprowadzania w życie chrześcijańskich zasad etycznych.

Opieka parafialna nad przewlekle chorymi

Przejęcie przez państwo wszystkich ośrodków Caritas spowodowało po wojnie pustkę organizacyjną, z którą parafie nie mogły sobie poradzić wobec wzrastającej liczby osób chorych, starych, osamotnionych i wymagających opieki. Teresę Strzembosz do podjęcia działalności na tym polu zainspirowała Hanna Chrzanowska z Krakowa, która pomagała jej potem na terenie Warszawy. Wspominały, że na początku najtrudniejsze było pozyskanie i utrzymanie przy bardzo wymagającej pracy zespołu ludzi gotowych do tego, by nieść innym pomoc mimo trudnych warunków materialnych i organizacyjnych. Teresa skłoniła do pracy pielęgniarskiej wiele zakonnic i pielęgniarek świeckich. Pokonywała opór środowiska, nie zawsze zorientowanego w rozmiarach potrzeb, co udawało się dzięki ogromnemu uporowi i poparciu Ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Jej inicjatywa umożliwiła odnalezienie i wsparcie dziesiątków osób opuszczonych, zapomnianych, bezradnych. Sukcesywnie pokonywała „trudności, dopingiem była jej dewiza życiowa, że nie można zostawić człowieka potrzebującego samemu sobie, nie można zostawić bezbronnych chorych”.

Wymyśliła i zorganizowała pierwsze w Polsce wyjazdowe rekolekcje dla nieuleczalnie i obłożnie chorych. Pisała potem: „(..) przyszło samo, że i w nas, usługujących, wzrastała wielka radość (…), wieczorem siostry grały i śpiewały, i tańczyły (w habitach) dla chorych. I całkiem już wieczorem (…), gdy ks. Ali [Aleksander Fedorowicz] mówił, że ołtarz poszerzył się dziś między nami na cały dom”.

Dziewczęta zagrożone prostytucją, prowincjuszki zagubione w stolicy i z powodu bezradności stanowiące łatwy łup dla stręczycieli również były przedmiotem jej troski. Starała się o pomoc dla nich współpracując z krakowskim zakładem dla trudnych dziewcząt sióstr ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia.

Adopcja

Przez wiele lat, aż do rozwinięcia się ciężkiej choroby, Teresa Strzembosz pracowała społecznie w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci, gdzie doprowadziła do utworzenia sekcji adopcji. Działanie w ramach państwowej instytucji wiele ułatwiało: usprawniało organizację, czynności prawne, odsuwało podejrzenia o nieuczciwe intencje, handel dziećmi.

Pracowała nad uregulowaniem spraw formalnych, zorganizowała sieć ośrodków zajmujących się przydzielaniem dzieci do adopcji, uczestniczyła w wywiadach środowiskowych. Starała się przede wszystkim pomóc w stworzeniu więzi między młodą matką a dzieckiem, tak, aby zachęcić samotne najczęściej kobiety do podjęcia decyzji o jego wychowaniu. Dopiero gdy to zawiodło, dziecko przekazywano innej rodzinie.

„Imponujące owoce tej pracy Teresy i wszystkich, którzy się w nią włączyli: wspominający mówią o kilku tysiącach dzieci uratowanych przed sieroctwem i wszystkim, co ono niesie ze sobą… „

Samotne matki

Matkom samotnym, kobietom, które opuścili bliscy w jednym z najtrudniejszych momentów życia, próbowała najpierw pomagać w ramach struktur kościelnych i państwowych. Potem udało jej się zrealizować pomysł domu dla samotnych matek, który uczyłby je odpowiedzialności i właściwej, samodzielnej opieki nad dzieckiem, pomagał w osiągnięciu stabilizacji życiowej, ułatwiał „nowy start’. Dzięki pomocy Księdza Prymasa Teresa Strzembosz założyła w Chylicach pod Warszawą „domek”, do którego w 1958 roku zaczęto przyjmować pierwszych mieszkańców. Przebywające w nim kobiety, często bardzo młode, znajdowały u niej zrozumienie, akceptację, opiekę i pomoc w zorganizowaniu sobie i dziecku normalnego życia, w nawiązaniu kontaktu z własnymi rodzicami i ojcami dzieci. Uczyły się także wspierać siebie nawzajem w trudnej, nieraz rozpaczliwej sytuacji.

Teresa wkładała wiele wysiłku, czasu, miłości i własnych środków w utrzymanie chylickiego domu, często miała długi, pisała o zmęczeniu i wyczerpaniu ogromną pracą. „Do obrazu Teresy z siatkami, przy blasze kuchennej, nachylonej nad dziecięcymi łóżeczkami, udzielającej rady z zakresu hodowli niemowląt, dodać trzeba jeszcze i ten, że wysłuchiwała ona nocnych płaczów skrzywdzonej dziewczyny, a w dzień uganiała się za możliwościami urządzenia jej w życiu.

Teresę niesłychanie bolało traktowanie samotnej matki jako <> (…)”, chciała dla tych kobiet miłości i zrozumienia, aby tym samym mogły obdarzyć swoje dzieci. Powtarzała: „one są tu najważniejsze i to jest ich dom”.

„Rozdawała siebie… „

Ci, którzy współpracowali z Teresą Strzembosz, wspominają jej energię, zorganizowanie, otwartość na potrzeby innych, stałą gotowość niesienia ludziom bezinteresownej pomocy.

„Kiedy ją odwiedzałam, często naszą rozmowę przerywały telefony. Teresa odpowiadała spokojnie, serdecznie, krótko – czasem pouczała, wyjaśniała. Robiła to cierpliwie, łagodnie, ale zwięźle – nie traciła czasu. W sprawach trudniejszych ofiarowywała swoją obecność lub polecała przyjść do siebie (…)”.

Poświęcała prywatność, życie towarzyskie i rodzinne, pracowała ponad siły. Podróże, spotkania, prelekcje powodowały skrajne zmęczenie, a Teresa nie chcąc rezygnować z żadnego z zajęć ratowała swoją zdolność do koncentracji mocną kawą, papierosami, kofeiną wypijaną z ampułki, tak że w końcu ujawniło się uzależnienie. Nawet wtedy, gdy wiedziała już o swojej ciężkiej chorobie, w pierwszej jej fazie nie porzuciła wyniszczającego trybu życia, wciąż pracując na rzecz potrzebujących. „Był jeden wspólny motyw, bodziec, który zmuszał Teresę do ingerencji w cudze sprawy: był nim nieszczęśliwy człowiek (…). Widząc jej zmagania z rzeszą potrzebujących pomocy ludzi – przestałam się dziwić, że dzień jej zaczynał się o świcie, a kończył późną nocą… „

Spiritus movens

„(…) była w Teresie chęć przewodzenia, dominowania. To nie zawsze musiało być uświadomione, ale niewątpliwie w niej tkwiło. Bardzo często przejmowała inicjatywę…” – tak o dzieciństwie i młodości Teresy pisze jej brat, Tomasz Strzembosz.

Ludzie, którzy ją znali, wspominają także, że potrafiła szukać sobie współpracowników, angażować dla swoich projektów oddanych, kompetentnych, wrażliwych ludzi. Inspirowała i dopingowała wielu ludzi, którzy przed spotkaniem z nią nie przeczuwali w sobie wielu z talentów i pasji, które jej udało się dostrzec i rozbudzić. Zmieniała życie ludzi: zarówno pozostających pod jej opieką i korzystających z jej pomocy, jak i współpracujących z nią.

Teresa Strzembosz zmarła na nowotwór jako zaledwie czterdziestoletnia kobieta. Ks. Prymas Wyszyński, życzliwie wspierający jej działania powiedział na pogrzebie:

„Teresa nie lubiła mówić o swoim życiu z Bogiem, o swoim kontakcie z Bogiem. Ktokolwiek jednak z nią rozmawiał o sprawach społecznych, o niesieniu pomocy najbardziej nieszczęśliwym, wyczuwał, że ta rozmowa zawsze jest zakorzeniona w jakimś głębokim nurcie duchowym (…)”. Sama zaś Teresa tak pisała o swoich pracach w jednym z listów: „To takie wielkie szczęście – możność służenia człowiekowi – a właściwie Bogu w ludziach”.